poniedziałek, 26 września 2011

życie roi się od szyb
martwy język
ciało nadziało się na szkło

małe elementy wbijają się
dokładnie i z przenikliwością
w ciało potargane i sponiewierane

oczy krwawią
łzy szczypią policzki
spływają po ustach
a wargi rozmazane są

nigdy nie otwieraj okna
język zsiniał 
a czerwona szminka straciła blask

zmęczona ta, która poszła spać

wtorek, 20 września 2011

poniedziałek, 19 września 2011

erotyk


Nie umiem pisać wiersza
By był taki jak to ciało
ciało
Nie umiem myśleć

Ciało jest czarne
Ciało śmierdzi
Ja nie jestem malarzem
Umiem tylko kopnąć w brzuch

Na ulicy gonią psy
Hycle
Obdzierają mnie ze skóry

Beksiński









Ballada o lęku

Zbliża się do nas
lęk: ma twarz
ze śniegu zielonego jak fosfor lub kość
spróchniałego drzewa.
Wkłada nam do ust
dłoń i już
jemy ją wysysając jakby z sopla sok
idący do serca.
Daje nam swej pić
krwi i szpik
mózgu wyjeść musimy mu z czaszki, aż dno
o zęby zazgrzyta.
Wiemy, że to jest
krew, co nie
przyjmie się w naszych żyłach, żeby mogły nią
do woli oddychać.
Wiemy, że to jest
szpik jak krew
trujący: po nim nasze trzewia będą w głos
zawodziły: zdrada!
Ale lęk jak ból
nie być już
nie może: nas bez niego nie ma, a i on
bez nas nie przeraża.
Rafał Wojaczek